Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

Pokochałam wroga, Mirosława Kareta



Były czasy kiedy miłość stawała się kartą przetargową o przyszłość i życie. "Pokochałam wroga" Mirosławy Karety jest jedną z takich historii, kiedy pochodzenie było ważniejsze niż uczucia, a strach przed "sprawiedliwymi" okrutnie rozdzielał rodziny. 

Podczas nazistowskiej okupacji Krakowa rodzi się uczucie pomiędzy Polką Jadwigą, a Niemcem. Miłość jest zaskoczeniem zarówno dla samych zainteresowanych, ale ich rodzin, otoczenia, społeczeństwa. Przyjdzie dla nich czas rozliczeń, wyborów, które na długo zmienią ich życie. Do tej historii, za sprawą pamiętnika wraca syn Jadwigi, Maksymilian. Los kochanków naprowadzi go na trop rodzinnej tajemnicy.

"Pokochałam wroga" to pierwszy tom sagi rodu Petrycych. Zapoznajemy się z członkami rodziny i razem z Maksymilianem próbujemy rozwikłać sekret sprzed lat. Mirosława Kareta bardzo umiejętnie dozuje informacje. Przeplata je z codziennym życiem rodziny, ich zwykłymi problemami rodzicielskimi, z pracą, z systemem. Akcja powieści w dużej mierze rozgrywa się tuż po zmianach ustrojowych, strajkach Solidarnościowych i upadku muru berlińskiego. W tym czasie dochodzi do wielu rewolucji obyczajowych i kulturalnych. Co już samo w sobie jest ciekawe i zajmujące. Dołożony wątek wojenny i jego wpływ na rodzinę sprawia, że historia jest złożona, kompletna i wciągająca. Obie historie mają swoją dramaturgię i całkowicie się uzupełniają. Nie umiałabym wskazać, która część podobała mi się bardziej. 


Mirosława Kareta jest dziennikarką i historykiem. Z dużą wprawą, wnikliwością i taktem oddała realia opisywanych czasów. Wtrącone ciekawostki historyczne bardzo fajnie wkomponowały się w tekst i nie odstawały i nie drażniły podczas lektury. Autorka wiernie przedstawiła dylematy moralne z jakimi zmagali się ludzie podczas okupacji. W tych trudnych latach liczyło się przede wszystkim dobro i życie rodziny. Dopiero w dalszym planie była pomoc obcym i próby usprawiedliwiania własnego sumienia. Owszem zdarzały się, nie rzadko, bezinteresowność, altruizm, solidarność, tym bardziej były szanowane i wywyższane. Niestety, miłość Jadwigi i Niemca nie była dobrze przyjmowana. Wręcz przeciwnie. Dziewczyna była oskarżana o kolaborację, a mężczyzna więziony za pohańbienie rasy. Przyszedł czas kiedy para musiała zapłacić za chwile szczęścia. Ceną była samotność. 

Bohaterowie powieści są różnorodni. Mamy młodą dziewczynę, która nie chciała się podporządkować, która chciała żyć po swojemu. Mamy Niemca, który gardził nazistami, a którego ze względu na urodzenie źle oceniano. Poznajemy partyzanta, którego zaślepiła zazdrość. Obserwujemy lekarza, związkowca i polityka w średnim wieku, który postanowił zagłębić się w przeszłość. Pojawia się również serdeczna i lojalna pielęgniarka, której zadawnione żale, ambicje zmieniają się permanentną podłość i nienawiść, a młoda dziennikarka ma w planie napisać historię, która rozsławi jej imię. 

"Pokochałam wroga" to powieść napisana z rozmachem. Nie tylko opisuje trudną historię polsko- niemiecką, rozliczenie win, ale i pozwala odnaleźć spokój po jednej i drugiej stronie granicy państwa. Pani Mirosława zabiera nas w podróż do okupowanego Krakowa, do Krakowa będącego na granicy pomiędzy komunizmem, a kapitalizmem oraz do Monachium, który jest powiewem niedosięgalnego luksusu, zachwytu nad poziomem życia i rozwoju techniki.

Jednym zdaniem: "Pokochałam wroga" zrobiło na mnie wrażenie :)










"Pokochałam wroga" Mirosława Kareta, WAM, Kraków 2016





Czytaj dalej...

Spalić wiedźmę, Magdalena Kubasiewicz


Powieści debiutujących autorów są jedną wielką niewiadomą. Czasem przynoszą rozczarowanie, ale częściej zapraszają w podróż pełną niespodzianek. 

Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką jest Pierwszą Czarownicą Polanii i zaufaną przyjaciółką króla. Kiedy w Krakowie wybuchają zamieszki, a władzę próbują przejąć demony to Sara przejmuje na siebie ciężar obrony kraju i jego niewinnych mieszkańców. Niestety, nie udaje jej się znaleźć sojuszników, a pozostali magowie liczą na porażkę, by z łatwością przejąć jeden z najważniejszych urzędów oraz przynależny splendor. Czy Sarze uda się ocalić Polanię i zaszczytne stanowisko?

Bardzo spodobała mi się główna bohaterka, buńczuczna, niesforna, bezczelna, obdarzona niewyparzonym językiem. Nie przejmuje się ani swoim wyglądem, ani zachowaniem nawet w towarzystwie króla. Prawdopodobnie wynika to z jej przeszłości, a także z tego, że nie jest akceptowana w swoim magicznym środowisku. Sara jest samoukiem, nie uczęszczała do elitarnych szkół i nie pozwoliła szkolić się wpływowym czarodziejom. Dlatego jej stanowisko, Pierwszej Czarownicy Polanii, jest przedmiotem zazdrości i ogólnego zdziwienia. Sara musiała nauczyć się nie przejmować plotkami i pułapkami, w które często jest popychana, tak żeby zniesławić jej imię, zrzucić z piedestału. Zamieszki w Krakowie są idealnym pretekstem do zastawienia zasadzek i zarzucenia sieci intryg. Na szczęście dziewczyna jest na tyle inteligentna i zdeterminowana by dojrzeć podstęp i skupić się na tym , co najważniejsze.
Co jest zadziwiające (obserwując ówczesne trendy na rynku wydawniczym), główna bohaterka nie zakochuje się i tym samym nie rozprasza zawiłymi uczuciami.  Dla ocieplenia jej wizerunku wprowadzona została przyjaźń, trochę szorstka i chłodna, ale dająca oparcie w najtrudniejszych chwilach.

Świat, w którym poruszają się bohaterowie to idealne połączenie współczesności i dawnych czasów. Na każdym kroku doświadczamy bogatej krakowskiej kultury, historii, legend, podane w sposób bardziej demoniczny, tajemniczy, magiczny. Magdalena Kubasiewicz odkrywa alternatywną rzeczywistość, w której np.: mistrz Twardowski czy Smok Wawelski odgrywają dużo ważniejszą, przerażającą rolę. Autorka doskonale poradziła sobie w tej materii czyniąc Kraków jeszcze bardziej klimatycznym miejscem, w którym historia przeplata się ze współczesnością, a szara codzienność z  barwną feerią magicznych mocy. 

Akcja powieści "Spalić wiedźmę" jest bardzo dynamiczna, pełna zaklęć, demonicznych potyczek, walki dobra ze złem. Losy bohaterów nie są przesądzone. Zmieniają się ze sceny na scenę, z sytuacji na sytuację, czym budzą coraz większe zainteresowanie i niecierpliwe oczekiwanie. 

"Spalić wiedźmę" to udany debiut Magdaleny Kubasiewicz. Pozwoliła mi odkryć Kraków na  nowo i spojrzeć na niego przez pryzmat fantastycznej wyobraźni autorki. Połączenia płaszczyzn czasowych, współczesności i średniowiecznego anturażu, etykiety to coś co może się podobać. Ja jestem zadowolona z lektury i chętnie poczytałabym o kolejnych przygodach awanturniczej Saniki.







"Spalić wiedźmę" Magdalena Kubasiewicz, Genius Creations







Czytaj dalej...

Na morfinie, Anna Zacharzewska

Miłość uzależnia. Miłość odurza. Miłość zmienia tok myślenia, perspektywę. Miłość daje energię. Miłość dowartościowuje. Miłość realizuje marzenia.

Tematem przewodnim książki Anny Zacharzewskiej jest miłość, która jak narkotyk uzależnia, pobudza i sprawia, że pragniesz więcej. 

Bohaterka powieści, Ola rozlicza swoje życie uczuciowe i dochodzi do zaskakujących wniosków. To kobieta po przejściach, nieudanym małżeństwie, depresji, próbie samobójczej. Odważyła się poukładać swój świat na nowo, na własnych zasadach, całkiem od początku zbudować siebie, odnaleźć swoją wartość i ponownie zaufać mężczyźnie.

Młode dziewczyny często ulegają podszeptom rodziców, rodziny i z obawy przed samotnością godzą się na związki, które nie rokują na przyszłość. Pary nie łączy głębokie uczucie, więź, oddanie, zaufanie, a to ich brak powoduje późniejsze zatargi, sprzeczki, kłótnie. Ola w obawie przed utratą miłości godzi się na lekceważenie, na chamstwo, rozbudzającą się agresję. Dopiero bliskość śmierci pobudza ją do życia, rozbudza z uśpienia. Ożywia w niej również potrzebę powrotu do marzeń i pogoni za ideałami. Nie każdy ma odwagę zmienić swoje życie. To nie dotyczy bohaterki tej książki. Ola odnalazła siłę by stawić czoło światu, a przede wszystkim sobie.

W pewnym perwersyjnym sensie rozwód nie oznaczał w naszym świecie życiowej porażki. Był dowodem na bezkompromisowość, odwagę i upór w dążeniu do celu.

Na podstawie wspomnień bohaterki możemy także prześledzić jej karierę, dochodzenie do statusu kobiety niezależnej, spełnionej, pełnej wiary w siebie, we własne możliwości. Ta droga nie była łatwa i okupiona wieloma wyrzeczeniami, upokorzeń. samotności. Czy droga okraszona wybojami może przynieść satysfakcję? Czy w życiu najważniejsze są pieniądze i pozycja?

Nie zawsze myślenie i analizowanie życia pomaga w osiągnięciu szczęścia. 

Anna Zacharzewska to doceniona blogerka znana z ciętego języka, celnej riposty i ironicznego podsumowania otaczającego ją świata. Fani nie będą zawiedzeni. Wszystko to, za co lubią Panią Annę znajdą w książce "Na morfinie". Historia Oli to oprócz sarkastycznej nuty, tekst przepełniony metaforami, które trafiają w sedno. Lekkość prowadzenia fabuły, błyskotliwość, inteligencja to dodatkowe zalety, dla których warto poznać ten bardzo obiecujący debiut. 

"Na morfinie" to odważna propozycja dla kobiet, które poszukują odpowiedzi na pytania dotyczące miłości, sukcesu, złożonych decyzji. To również opowieść o destrukcyjnych tajemnicach i poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, przejmowaniu kontroli nad życiem.




"Na morfinie" Anna Zacharzewska, Pascal, Bielsko- Biała 2015




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa :)
 




Czytaj dalej...

Na przekór przeznaczeniu, Magdalena Dziuma

Druga szansa


Według autorki wola życia, chęć walki, miłość, dążenie do spełnienia jest w stanie przezwyciężyć i zmienić przeznaczenie.

Coś w tym jest. Nasze ścieżki może i są z góry wytyczone, jednak nikt nie wziął pod uwagę ludzkiego uporu oraz mocy uczuć, które są w stanie przenosić przysłowiowe góry. Książki, gazety, wiadomości są pełne takich przykładów. Magdalena Dziuma dołącza do tego grona i książką "Na przekór przeznaczeniu" ukazuje, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, a każdą przeciwność losu można obejść i przekornie odnaleźć szczęście, tam gdzie nie spodziewano się go odnaleźć.

Młodzi ludzie Laura i Dominik wyjeżdżają w romantyczną podróż do Paryża. Niestety ich radość nie trwa długo. Podczas pożegnalnego spaceru urokliwymi paryskimi uliczkami kochankowie zostają rozdzieleni. Zdezorientowana Laura wraca do hotelu, a Dominik rozpłynął się w powietrzu. Spanikowana dziewczyna wsiada do samolotu i przylatuje do Polski. W kraju rusza machina poszukiwań... Co stało się z Dominikiem? Czy odnajdzie się żywy czy martwy? I co z Laurą, dla której zaginiony był całym światem?


Na zadane pytania dość szybko znajdziemy odpowiedzi, gdyż historię zakochanych poznajemy z obu stron, z punktu widzenia Laury i Dominika. Obserwujemy rozwój ich uczuć oraz to jak są dla siebie ważni i jakie plany mają względem siebie. Ich miłość jest jest jak z bajki. Zaczęła się uderzeniem gromu z jasnego nieba i spętała więzami, których nic nie jest w stanie zerwać.  Wiedza, którą zdobywamy jednak nie rozwiązuje całej zawiłej zagadki, a na zakończenie trzeba oczekiwać z cierpliwością i ogromną ciekawością.


Miłość rozłożona na czynniki pierwsze, ukazana w całej krasie, w każdym jej odcieniu jest dużym walorem powieści. Każdy z nas nosi w duszy cząstkę romantyka i takie historie miłosne karmią ją ciepłem i sentymentem. Miło jest poznać ludzi, którzy mają jasno określone priorytety, a uczucie i emocje są dla nich najważniejsze. Nie boją się poświęceń i zachowań, które burzą schematy, szablony, ramy, do których zmusza nas społeczeństwo.

Cieszę się bardzo, że Magdalena Dziuma pilnie przyłożyła się do swojej pracy i starała się zadbać by "Na przekór przeznaczeniu" brzmiał wiarygodnie, a przeprowadzane procedury lekarskie, policyjne, dziennikarskie były jak najbliższe rzeczywistości. Niestety w niektórych fragmentach fabuła trochę kuleje. Na przykład, nie jestem w stanie pojąć dlaczego Laura nie zgłosiła zaginięcia Dominika jeszcze w Paryżu. Autorka próbuje tłumaczyć jej zachowanie nieznajomością języka, niedoświadczeniem, naiwnością. Do mnie nie trafia to wyjaśnienie. Przecież każdy świadomy człowiek młody czy stary, wie jak ważne są pierwsze chwile po zaginięciu. Są one na wagę złota i często decydują o powodzeniu akcji poszukiwawczej... Pani Magdalena za bardzo również wniknęła w świat emocjonalny Laury, a sprawę Dominika zepchnęła jakby w ciemny kąt, z którego docierają do czytelnika szczątkowe informacje: ogłoszenie radiowe, depresja matki, dziwne przesłuchanie, strzępki ukradkowych rozmów. Rozczarowały mnie również znalezione w tekście powtórzenia i  nieścisłości. Na szczęście prosty, nieskomplikowany, przyjazny czytelnikowi język oraz krótkie rozdziały z naprzemienną narracją sprawiły, że historię czytało się ekspresowo.

"Na przekór przeznaczeniu" to opowieść o tragedii, która może skłonić do refleksji. Opowieść o miłości, która może wzruszyć. Oraz opowieść o przeznaczeniu, które można zmienić.









"Na przekór przeznaczeniu" Magdalena Dziuma, Novae Res, Gdynia 2015






Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki.


Czytaj dalej...

Miłość niemożliwa, czyli... Esesman i Żydówka, Justyna Wydra

Wojna to szczególny czas, kiedy trzeba żyć szybciej i bardziej intensywnie. Uczucia, emocje są wtedy bardziej intuicyjne i przedstawiają wartość nie do oszacowania dla kogoś, kto nie znalazł się w tak brutalnej rzeczywistości.

Debora Singer jest Żydówką. Bruno Kramer jest esesmanem. Wyjątkowo okrutny chichot losu łączy ich drogi i naznacza gorącym uczuciem. Hitler, II wojna światowa, Holokaust to nie czas na miłość, nie w przypadku kiedy jedno z kochanków jest ofiarą, a drugie bezlitosnym katem. Czy uda im się ukrywać swój romans i przy okazji zachować godność i człowieczeństwo?


"Opatrzność nie ma czasu ani ochoty na subtelności. Gdy los postanowi działać, nie bierze pod uwagę ludzkich rozterek i obaw. Po prostu, pewne fakty następują niezależnie od naszej woli. Czasem z korzyścią dla nas, innym razem wręcz przeciwnie. W niespokojnych czasach wojennych przypadki losowe szczególnie często miewają wagę życia lub śmierci."

Miłość nie wybiera, a strzała amora może trafić w serca zagorzałych wrogów. Jednak i Debora i Bruno nie chcą dłużej żyć według podziałów bezlitosnego i bezwzględnego przywódcy Trzeciej Rzeszy. Nie mają zamiaru widzieć świata tylko w białych i czarnych barwach, którym niepodzielnie rządzi dobro lub zło. Nie godzą się na etykietowanie ludzi, skazywanie ich na Zagładę tylko ze względu na wyznawaną wiarę. Sami wyznaczają granice swojej działalności i lojalności. Debora jest sanitariuszką, działa w konspiracji, a Bruno stara się nie być aktywnym w pacyfikacjach miast i wsi, a w szczególności krakowskiego getta. Nie jest to łatwe, gdyż jest wysoko postawionym oficerem SS, stawianym za wzór wierności, moralności i nazistowskiej ideologii. Jak tych dwoje ludzi, tak różnych mogło się spotkać i pokochać? Przypadkiem, zrządzeniem losu, ślepym trafem. Debora ratuje życie rannego, wykończonego, będącego na skraju życia i śmierci niemieckiego żołnierza, który po pewnym czasie ma szansę odwdzięczyć się pielęgniarce. Wybawia ją z opresji i niewątpliwie okrutnej śmierci. Tak zaczyna się rozwijać pomiędzy nimi sieć zależności i odpowiedzialności za własne istnienie. Początkowa tolerancja, zamienia się w ciepłą znajomość i kończy gwałtownym uczuciem, które trudno kontrolować i zachować w ukryciu. Kraków roi się od szpicli, szmalcowników, którzy liczą na łatwy zarobek. Wrogi okupant wyróżnia się z tłumu, tak samo jak dziewczyna o delikatnych, ale mimo wszystko semickich rysach. Wspólna przyszłość staje się udręką, pasmem niepowodzeń, ucieczek, niepewności o przyszłość i czyste sumienie.

Justyna Wydra bardzo dokładnie przedstawia swoją historię. Pozwala wypowiedzieć się Deborze i Brunonowi, którzy dzielą się z czytelnikiem swoimi emocjami, przemyśleniami, obawami, decyzjami, planami na przyszłość. Poznajemy motywy ich działań. Krok po kroku śledzimy ich życie i uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Bohaterowie w takim samym stopniu boją się swoich uczuć i szukają w sobie zrozumienia oraz przyzwolenia na miłość w czasach rządzonych nienawiścią, agresją, dyskryminacją, nietolerancją. Autorka dodatkowo dokonuje podsumowania niezależnym, obiektywnym głosem, który nakreśla tło historyczne, stosunki panujące pomiędzy członkami konspiracji, zależności pomiędzy okupantem, a miejscową ludnością.

Konstrukcja powieści została dobrze przemyślana i wyłania na światło dzienne wszystko to, co najważniejsze, najbardziej wartościowe i godne zapamiętania. Justyna Wydra nie epatuje brutalnością i okrucieństwem. Nie używa języka nienawiści, ale słowami pełnymi miłości, ciepła, czułości kreśli barwną opowieść o ludziach, którzy przeciwstawili się i nie dali wciągnąć w tryby wojennej machiny.

"Esesman i Żydówka" to poruszający obraz wojny, zniszczenia, demoralizacji, ale to również wzruszający poemat przywiązania, bliskości, jedności, zaufania i wiary w to, że wszystko jest możliwe.








"Esesman i Żydówka" Justyna Wydra, Zysk i s- ka, Poznań 2015




Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))


Czytaj dalej...

Siła kobiet, czyli... Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka, Lucyna Olejniczak




Przełom wieków, XIX i XX to między innymi strach polskiej ludności przed wszelkiego rodzaju kataklizmami, końcem świata, ale i początek sagi rodzinnej, napiętnowanej klątwą... 


...a której próbują przeciwstawić się kobiety szanowanego krakowskiego rodu.

Tytułowa Hanka to siedemnastoletnia pokojówka, która brutalnie wykorzystana przez znanego i cenionego aptekarza Franciszka Bernata, po cichu, po kryjomu, w piwnicy pod apteką wydaje na świat córeczkę. Początek życia małej Wiktorii to pasmo bólu, cierpienia i upokorzenia. Dziecko bezbronnej, biednej, umierającej służki nie ma szans na przeżycie. W tym samym czasie żona Franciszka rodzi martwe dziecko. Akuszerka wie, że to jedyna szansa, by dać dziewczynce drugie życie. Potajemnie zamienia noworodki.

Franciszek Bernat to bezduszny, bezwzględny i brutalny mężczyzna zarówno w życiu, jak i w interesach. Z nikim się nie solidaryzuje, nie liczy się z ludzkimi uczuciami i dba jedynie o swoje własne dobro. Wykorzystuje swoją władzę i na nieszczęściu innych buduje swoje imperium, sławę, dobrobyt, układy. W miejscu jego serca zieje ogromna, czarna dziura, która skrywa mroczne sekrety, które wraz z kolejnymi ustępstwami, z niemym przyzwoleniem otoczenia rozbudza w nim bestię skłonną do plugawych dewiacji.

Nie ma nikogo, kto mógłby go powstrzymać, kto byłby w stanie ujarzmić jego siłę, brutalność, złość, nienawiść i obudzić w nim sumienie, zmazać przekleństwo jego genów.

W takich warunkach wychowuje się Wiktoria oraz jej bracia, Adam i niepełnosprawny umysłowo Stefanek. Na barkach tej małej dziewczynki spoczywa ciężar wychowania chłopców i ich ochrona przed tyranią ojca. Okrutnie doświadczona przez los wyrasta na silną, empatyczną i inteligentną kobietę, której dobre serce zna każdy potrzebujący mieszkaniec Krakowa. Ze swoją wiedzą i zdolnościami ma szansę stać się niezależna i utrzymywać siebie oraz rodzinę z pracy w rodzinnej aptece. Jak łatwo się domyślić na przeszkodzie stanie ojciec, który nie uznaje emancypacji kobiet.

Lucyna Olejniczak to uznana autorka kobiecej prozy. Poznała już gusta i oczekiwania swoich czytelniczek. Wie już co może im się spodobać. W "Kobietach z ulicy Grodzkiej. Hanka" wykorzystała swoje zawodowe doświadczenia i włożyła je w postać młodej dziewczyny, która musi chwycić się za bary nie tylko z trudnym życiem przedsiębiorczej kobiety z początku XX wieku, rozkręcić farmakologiczny interes, znaleźć miłość, ale także rozliczyć się z przeszłością, rozwikłać tajemnicę swojego pochodzenia, okiełznać potwora, którym jest jej własny ojciec i wyprowadzić na ludzi dwójkę swoich braci.

W tym celu autorka zabiera nas w podróż w czasie, do Krakowa z przełomu XIX i XX wieku. Pokazuje życie ówczesnych elit, ale i oprowadza po biednych dzielnicach ogarniętych zniechęceniem, apatią, brudem, chorobą, śmiercią. Wiktoria niczym doktor Judym Żeromskiego, samotnie rusza krakowskiej biedocie na ratunek i wbrew woli ojca leczy, rozdaje leki, niesie nadzieję, staje się ikoną moralności, sumienia, rewolucji społeczno-obyczajowej.

Lucyna Olejniczak zadbała, by już od pierwszej chwili chwycić czytelniczki za serce i niejako zmusić je do troskliwej uwagi na los Wiktorii i emocjonalne przywiązanie. Ze swojej strony autorka zagwarantowała ciąg ciekawych wydarzeń, otwartych wątków, które wymagają zaspokojenia ciekawości, a którego nie otrzymamy bez odpowiedniego zaangażowania.

W przygotowaniu dalsze losy rodziny Bernat, reprezentowanej przez silne kobiety, które nie boją się wziąć życie we własne ręce i zmieniać świat.








"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" Lucyna Olejniczak, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015





Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)








zBLOGowani.pl


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka